niedziela, 29 lipca 2018

~1~ część pierwsza

  Na dziedzińcu dworu należącym do rodziny Karamazow powstał zgiełk. Odgłos rżących koni, stukot kopyt i okrzyki służących trwały dość długo, dopóki nie pojawił się hrabia ojciec. Pan Karamazow był człowiekiem z lekka podstarzałym lecz o przystojnej urodzie, nadal prężnym i zuchwale wyprostowanym. Choć na pierwszy rzut oka wzbudzał respekt, to przy bliższym poznaniu, wydawał się pospolitym i łagodnym hrabią, który należał do ludzi idealistów. Nawet do służby zwracał się z uszanowaniem i za to go w domu kochano.
  Kareta zatrzymała się tuż przed schodami, a kamerdyner dość zwinnie i lekko otworzył drzwiczki. Z powozu wyłonił się kolejny mężczyzna, specjalny gość, na widok którego hrabia Karamazow poczuł jakby właśnie wczoraj wrócił z wojny, a razem z nim jego najbliższy przyjaciel - hrabia Bolkonsky. Jednak osoba, która stanęła przed nim była tylko idealnym odwzorowaniem przyjaciela. Syn - hrabia Andrei Bolkonsky był niesamowicie podobny do swojego ojca. Tak samo dobrze zbudowany i wysoki, o twarzy kwadratowej i surowej i włosach ciemnych jak skrzydło kruka prezentował się dumnie i wzorowo. Sam hrabia Karamazow poczuł dumę na widok swojego przyszłego zięcia.
- Hrabio, pragnę powitać cię w skromnych progach domu Karamazow. Niebywale cieszymy się z twojego przyjazdu.
- Ja również - lekki ukłon głowy i cień uśmiechu sprawiły, że hrabia Karamazow na chwilę uwierzył, że stanął przed nim sam Michaił. Tylko te zielone oczy, przenikliwe i chłodne były jedyną cechą, którą młody mężczyzna musiał odziedziczyć po matce.
- Zapraszam do środka. Od razu pragnę was poznać z moją córką.
  Hrabia Bolkonsky ruszył posłusznie za mężczyzną, ani razu nie dając po sobie poznać swoich uczuć. Co prawda, przyjaciele jeszcze na wojnie z 1805 roku przyrzekli sobie, że poślubią swoje rody, by w ten sposób stać się na zawsze rodziną. Słowo pozostało, przysięga została zawarta, choć stary Michaił zaniemógł tuż po powrocie i nigdy nie doczekał się widoku synowej. Na szczęście, syn Andrei był na tyle honorowy i posłuszny woli ojca, że bez sprzeciwu zgodził się na ślub.
- Pragnę najpierw poznać cię z moją drugą żoną i przybraną córką.
- Z przyjemnością - odpowiedział pogodnie i pozwolił wprowadzić się do pokoju letniego, gdzie zazwyczaj zapraszano gości.
- Jakże nam miło zobaczyć samego syna hrabi Bolkonskiego - pierwsza wstała żona Karamazowa, grzecznie kłaniając się przed Andreiem. Mężczyzna nie pozostał dłużny i ucałował rękę kobiety, a później i jej córki.- Proszę poznać Julię Amelię, córkę z mojego pierwszego małżeństwa.
  Andrei przyjrzał się uważnie dziewczynie i uznał prędko, że urodziwa nie była. Miał nadzieję, że prawdziwa córka Karamazowa była o wiele ładniejsza. Szybko jednak wrócił na ziemię, by przypomnieć sobie o obietnicy danej ojcu. Z szacunku do niego poślubiłby nawet i Julię Amelię.
- Kochanie, mam nadzieję, że służące szykują Klarę na to spotkanie - zachichotał nerwowo pan domu.
  Z jego twarzy Andrei szybko wyczytał niepokój, a może nawet i strach. Zegar na ścianie tykał monotonnie, gdy przyniesiono herbatę i lekkie przekąski. To na chwilę odwróciło uwagę wszystkich od niepokojącej ciszy. Tylko Julia poruszyła się nerwowo i zwróciła do ojca.
- Wiedziałam, że tak będzie. Czy ona ma jakikolwiek honor?
  Choć te słowa nie uszły uwadze Andreia, mimo natychmiastowej reakcji ze strony hrabiny Karamazow, która poczęła uciszać córkę, postanowił nie pytać się o to. Był cierpliwy i spokojny. Musiał też zrozumieć dziewczynę, która z pewnością sama stresowała się ich spotkaniem.
- Mężu, proszę sprawdź, gdzie jest Klara.
  Gdy herbata zdążyła wystygnąć, a tematy dotyczące ojca Andreia, historii i polityki dawno się skończyły, pozostała tylko niepewność.
- Pokażę w tym czasie hrabiemu nasz ogród - powiedziała Julia, akceptując prośbę matki.
  Andrei podążył za dziewczyną, niebywale zaskoczony całą tą sytuacją. Czyżby ktoś robił sobie z niego żarty?
- Ona taka jest. Proszę wybaczyć, ale Klara to prawdziwe wyzwanie.
- Wyzwanie? - spróbował pociągnąć ten dziwny dla niego temat.
- Od młodości, odkąd ją pamiętam, sprawiała problemy ojcu. Zawsze próbowała umknąć wielu uroczystościom, nie przychodziła na czas, ignorowała gości... Nawet dzisiaj, kiedy powinna była uszanować wolę ojca.
"No to niezłe z niej ziółko, prawdziwie nieposłuszna". Andrei jednak wiedział, że z takimi sprawami należało obchodzić się krótko i starannie. Nie wyobrażał sobie żony, która nie miałaby do niego szacunku.
- Ijaaa!
   Julia Amelia zadrgała gwałtownie, kiedy oboje usłyszeli ten przerażający pisk. Tuż obok nich przebiegł rozpędzony koń, a na nim jeździec, choć Andrei nie zdążył się mu przyjrzeć.
- O nie..
- Coś się stało? - zapytał ostrożnie, widząc przerażoną i pobladłą twarz dziewczyny.
- To Klara.
  Mężczyzna nie spodziewał się tej odpowiedzi. Czyż hrabia Karamazow nie mówił, że jego przyszła narzeczona właśnie szykowała się na spotkanie z nim? Dlaczego teraz miała ścigać się na koniu? To było niedorzeczne dla Andreia Bolkonskiego. Julia Amelia popędziła za koniem, który prawie ich stratował. Z drugiej strony nadbiegł sam hrabia, dość żwawo i zwinnie jak na jego lata.
- Hrabio Andreiu, proszę mi przebaczyć. Klara nie poczuła powagi sytuacji i.. uciekła służącym. Tak mi wstyd za nią i pewnie palące hrabiego rozczarowanie.
- Proszę się nie przejmować - odparł pospiesznie młody mężczyzna, widząc ogromny żal, który palił starego hrabiego.- Dotrzymuję słowa danemu ojcu. Proszę też uwierzyć, że osobiście bardzo szybko radzę sobie z takim zachowaniem. To dla mnie nie problem.
  Hrabia Karamazow odetchnął głęboko i dał znak Julii Amelii, by podeszła razem z siostrą w ich stronę. Andrei i tu zauważył, że druga dziewczyna natrętnie odmawiała swojej przybranej siostrze. W końcu jednak uległa, czując, że nic tym nie osiągnie. Hrabia podszedł do dziewczyn, odesłał Julię do domu, a z drugą córką podszedł do Andreia. Klara okazała się być rzeczywiście o wiele ładniejsza od swojej starszej siostry. Choć włosy miała w nieładzie, ukształtowane przez wiatr, a oczy niespokojne i nieufne, to Andrei dojrzał w niej urokliwą kobietę o dworskich rysach, lecz także o niełatwym charakterze. Patrzyła na niego jakby obrażona, niepewna, nieufna, nie mógł odgadnąć. Z pewnością, nie była przyjaźnie do niego nastawiona. Andrei i ją, jak nakazywała etykieta, ucałował w lekko brudną dłoń, pachnącą koniem, ale nie przeszkadzało mu to.
- To moja córka - Klara Maria Karamazow. Klaro, pragnę ci przedstawić twojego przyszłego męża - hrabiego Andreia Bolkonskiego.
- Czy męża, to się jeszcze okaże. Karamazow zbladł, choć szybko się opanował.
- Klaro, rozmawialiśmy na ten temat. Zapraszam hrabię z powrotem do dworu. Po tych niezwykłych okolicznościach możemy omówić szczegóły.
- Jak najbardziej.
  Hrabia wydawał się szczęśliwy, w odróżnieniu od jego córki, która nie spuszczała Andreia z oka.
- Tato, obiecałeś.
- Tak, masz rację. Obiecałem hrabiemu Bolkonskiemu. A teraz śmigaj do domu, przebierz się i zejdź prędko na kolację. Ja w tym czasie porozmawiam z twoim przyszłym mężem.
  Andrei był pewny, widząc wstrząśniętą młodą kobietę, że przyszłe małżeństwo może okazać się dla niego trudne. Niezwykle trudne. Mimo tego, grzecznie podążył za starszym mężczyzną. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz