niedziela, 25 listopada 2018

~2~ część pierwsza

  Cztery dni po niefortunnym spotkaniu Klary i Andreia, hrabia Bolkonsky z powrotem zawitał na dworze Karamazow. Był ciekawy, czy tym razem spotka się z jakąś niespodzianką, lecz został nad wyraz ciepło przyjęty przez samą hrabinę, jej córkę i pana domu. Klara dopiero po czasie zeszła do salonu, by stanąć twarzą w twarz ze swoim przyszłym mężem, a Andrei poczuł zadowolenie, że tym razem uszanowano całkowicie jego przybycie. W całym tym perfekcyjnym obrazku nie pasował mu wzrok hrabianki Klary, który przepełniony był pustką, a nawet mógł pokusić się o stwierdzenie, że nienawiścią. Nie był pewny, czy dziewczyna winiła za to całe zajście swojego ojca, czy jego, choć bardziej prawdopodobna była opcja druga.
- Ślub odbędzie się w cerkwii w pierwszą niedzielę kolejnego miesiąca. Mam nadzieję, że hrabiemu pasuje ta data - zagadał niepewnie pan ojciec, patrząc również na córkę, która w ogóle nie interesowała się tym tematem.
- Ależ oczywiście - odpowiedział pewny siebie Andrei, dobitne akcentując każde słowo.- Nie wiem tylko, czy panienka Klara jest tak samo ukontentowana.
  Ten wzrok mógłby powalać, pomyślał Andrei, kiedy oczy dziewczyny spoczęły w końcu na nim. Podświadomie chciał, by go słuchała, interesowała się jego obecnością, a nawet uczestniczyła w rozmowie. Wiedział, że jednak coś w tym całym procesie mu przeszkadzało. Nieufność? Złe nastawienie? Nie. Arogancja, którą ociekała całym swoim jestestwem. Chciał więc jak najprędzej skrócić te zapędy, zaczepiając ją przy każdej możliwej okazji.
  Wreszcie po poruszonych tematach dotyczących dworu, majątku oraz spotkań z samym księciem, Andrei pokusił się o kolejne zwrócenie się wobec dziewczyny.
- Myślę, że w tak dobrym domu, z panem ojcem, tak łagodnym i sprawiedliwym, nauczyła się panienka podstawowych nauk i umiejętności radzenia sobie z gospodarstwem.. - zanim zdążyła mu odpowiedzieć, udał, że zapomniał o czymś wspomnieć.- Oczywiście, proszę się nie obrazić moją śmiałością, gdyż wierzę, że jest na tyle panienka wyrozumiała, by rozumieć moje pytanie.
- Z radzeniem sobie w gospodarstwie nie mam problemów - odezwała się swoim szorstkim, mocnym głosem.- Ojciec zawsze również uważał, że z polityką i historią nie miałam problemów. Gorzej wychodziło z literaturą. Za to o wiele lepiej z jazdą konną i łucznictwem.
- Jako dziecko Klara nigdy się nie obijała. Była zawsze taka żywa - hrabia Karamazow, gdyby pozwoliła mu na to sytuacja, przygarnąłby córkę do piersi, ale obecność Andreia była tu przeszkodą. W żadnym jednak wypadku Bolkonsky nie czuł się w ten sposób. Słuchał zainteresowany.
- Klara potrafiła zawsze ładnie tańczyć - wtrąciła Julia Amelia, ale niespodziewana reakcja Klary nie pozwoliła jej kontynuować. Stała tuż przy swoim ojcu, gotowa uciec z salonu w każdej chwili.
- Czy jeszcze ktoś zamierza zadawać o mnie jakieś pytania?
- Klaro - westchnęła hrabina Karamazow, zakrywając usta białą chusteczką, którą trzymała z jakiegoś powodu w dłoni.
- Klaro, chyba nie zamierzasz wyjść.. - powiedział ojciec, ale i jego Klara nie zamierzała słuchać.
- Hrabia Bolkonsky być może jest zbyt interesowny, nie uważasz, ojcze? Dobrze wiem, że te ziemie będą należały do niego po jakimś czasie. Co więcej, prawdziwy mężczyzna nie wypytuje przyszłej małżonki o wszystko w obecności świadków..
- Klaro, natychmiast..
- Proszę wybaczyć, hrabio - rzekł chłodno i subtelnie hrabia Bolkonsky.- Panienka Klara mylnie zrozumiała moje intencje. Nie jestem interesowny, gdyż, muszę niestety okazać się pewnym siebie pochwalcem, posiadam ziemie dziesięć razy większe niż ta posiadłość, więc nie zamierzam zagarniać tych pól po ślubie. I czy panienka może odpowiedzieć, czym charakteryzuje się prawdziwy mężczyzna? Jeśli oczywiście, znasz pani idealną odpowiedź na to pytanie. Czyż spędzanie czasu z przyszłą małżonką w obecności świadków nie świadczy o szacunku, jaki należy się całej rodzinie? Szacunku, który najwidoczniej nie jest panience znany..
  Cały czas mówiąc, widział ukradkiem, jak hrabina i jej córka czerwienieją ze wstydu, jak hrabia Karamazow próbuje schować się w kącie, a Klara.. patrzyła na niego tak samo, jak wcześniej, choć dałby sobie rękę uciąć, że jej pierś coraz gwałtowniej unosiła się pod bawełnianą sukienką. Czyżby się zdenerwowała? Czyżby szybko ostudził jej zapędy?
- Proszę wybaczyć, nie mam wiedzy na temat prawdziwych mężczyzn, to były tylko moje wyobrażenia - jej głos zdradził mu wszystko. Była wstrząśnięta.
- Zatem po co te niepotrzebne i niegrzeczne komentarze? - uśmiechem próbował zbić ją z nóg.
- Czas na kolację, hrabio - do salonu wszedł kamerdyner, który idealnie wyczuł moment na tą nieśmiałą ingerencję.
- Hrabio, mam nadzieję, że zostaniesz i uraczysz nas swoją obecnością - hrabia Karamazow zaprosił go gestem ręki do jadalni.
- Z wielką chęcią. Pańska córka próbuje rzeczywiście prowadzić ciekawe i absurdalne rozmowy.
  Mimo, że zabrzmiało to wobec Klary jak zniewaga, postanowiła zostać razem z nimi. Przybrana matka wodziła za nią surowym wzrokiem, jakby chciała siłą przytrzymać ją w ich obecności. Andrei z ciekawością patrzył, jak Klara czuła porażkę pierwszej nieudanej próby zniechęcenia go wobec niej. Pamiętał dobrze wczorajsze słowa hrabiego o jej przykrym stosunku do jakichkolwiek mężczyzn, ale jaki był tego powód, musiał pozostawić to domysłom. Jednak nie lubił czekać na odpowiedź. Pragnął dowiedzieć się sam, jaki był powód jej zachowania i nastawienia. Wraz przyszła myśl o ich niedalekim małżeństwie, które przyniosło mu nadzieję na to, że z upływem czasu sam dojdzie do sedna intrygi panienki Klary Karamazow.
 *
  Po odejściu gościa, Klara była wściekła jak nigdy dotąd. Nawet kłótnia z ojcem i macochą nie ostudziły jej emocji. Była wstrząśnięta reakcją Bolkonskiego, jego opanowanym wyrazem twarzy, kiedy cedził słowa nauczki w jej kierunku. Żaden poprzedni kandydat, których na szczęście, jej ojciec odsyłał z kwitkiem, nie przebił się przez barierę jej zniewag. Jednak teraz po tym niezapomnianym spotkaniu z Bolkonskym czuła, że jest skończona. Lada moment stanie się jego żoną i będzie musiała wytrzymać obecność obcego mężczyzny w swoim życiu. Teraz pozostało jej tylko zniechęcić go do siebie w takim stopniu, by o niej zapomniał i zaczął ją ignorować. By nie ośmielił się nigdy jej dotknąć. Nigdy..