niedziela, 25 listopada 2018

~2~ część pierwsza

  Cztery dni po niefortunnym spotkaniu Klary i Andreia, hrabia Bolkonsky z powrotem zawitał na dworze Karamazow. Był ciekawy, czy tym razem spotka się z jakąś niespodzianką, lecz został nad wyraz ciepło przyjęty przez samą hrabinę, jej córkę i pana domu. Klara dopiero po czasie zeszła do salonu, by stanąć twarzą w twarz ze swoim przyszłym mężem, a Andrei poczuł zadowolenie, że tym razem uszanowano całkowicie jego przybycie. W całym tym perfekcyjnym obrazku nie pasował mu wzrok hrabianki Klary, który przepełniony był pustką, a nawet mógł pokusić się o stwierdzenie, że nienawiścią. Nie był pewny, czy dziewczyna winiła za to całe zajście swojego ojca, czy jego, choć bardziej prawdopodobna była opcja druga.
- Ślub odbędzie się w cerkwii w pierwszą niedzielę kolejnego miesiąca. Mam nadzieję, że hrabiemu pasuje ta data - zagadał niepewnie pan ojciec, patrząc również na córkę, która w ogóle nie interesowała się tym tematem.
- Ależ oczywiście - odpowiedział pewny siebie Andrei, dobitne akcentując każde słowo.- Nie wiem tylko, czy panienka Klara jest tak samo ukontentowana.
  Ten wzrok mógłby powalać, pomyślał Andrei, kiedy oczy dziewczyny spoczęły w końcu na nim. Podświadomie chciał, by go słuchała, interesowała się jego obecnością, a nawet uczestniczyła w rozmowie. Wiedział, że jednak coś w tym całym procesie mu przeszkadzało. Nieufność? Złe nastawienie? Nie. Arogancja, którą ociekała całym swoim jestestwem. Chciał więc jak najprędzej skrócić te zapędy, zaczepiając ją przy każdej możliwej okazji.
  Wreszcie po poruszonych tematach dotyczących dworu, majątku oraz spotkań z samym księciem, Andrei pokusił się o kolejne zwrócenie się wobec dziewczyny.
- Myślę, że w tak dobrym domu, z panem ojcem, tak łagodnym i sprawiedliwym, nauczyła się panienka podstawowych nauk i umiejętności radzenia sobie z gospodarstwem.. - zanim zdążyła mu odpowiedzieć, udał, że zapomniał o czymś wspomnieć.- Oczywiście, proszę się nie obrazić moją śmiałością, gdyż wierzę, że jest na tyle panienka wyrozumiała, by rozumieć moje pytanie.
- Z radzeniem sobie w gospodarstwie nie mam problemów - odezwała się swoim szorstkim, mocnym głosem.- Ojciec zawsze również uważał, że z polityką i historią nie miałam problemów. Gorzej wychodziło z literaturą. Za to o wiele lepiej z jazdą konną i łucznictwem.
- Jako dziecko Klara nigdy się nie obijała. Była zawsze taka żywa - hrabia Karamazow, gdyby pozwoliła mu na to sytuacja, przygarnąłby córkę do piersi, ale obecność Andreia była tu przeszkodą. W żadnym jednak wypadku Bolkonsky nie czuł się w ten sposób. Słuchał zainteresowany.
- Klara potrafiła zawsze ładnie tańczyć - wtrąciła Julia Amelia, ale niespodziewana reakcja Klary nie pozwoliła jej kontynuować. Stała tuż przy swoim ojcu, gotowa uciec z salonu w każdej chwili.
- Czy jeszcze ktoś zamierza zadawać o mnie jakieś pytania?
- Klaro - westchnęła hrabina Karamazow, zakrywając usta białą chusteczką, którą trzymała z jakiegoś powodu w dłoni.
- Klaro, chyba nie zamierzasz wyjść.. - powiedział ojciec, ale i jego Klara nie zamierzała słuchać.
- Hrabia Bolkonsky być może jest zbyt interesowny, nie uważasz, ojcze? Dobrze wiem, że te ziemie będą należały do niego po jakimś czasie. Co więcej, prawdziwy mężczyzna nie wypytuje przyszłej małżonki o wszystko w obecności świadków..
- Klaro, natychmiast..
- Proszę wybaczyć, hrabio - rzekł chłodno i subtelnie hrabia Bolkonsky.- Panienka Klara mylnie zrozumiała moje intencje. Nie jestem interesowny, gdyż, muszę niestety okazać się pewnym siebie pochwalcem, posiadam ziemie dziesięć razy większe niż ta posiadłość, więc nie zamierzam zagarniać tych pól po ślubie. I czy panienka może odpowiedzieć, czym charakteryzuje się prawdziwy mężczyzna? Jeśli oczywiście, znasz pani idealną odpowiedź na to pytanie. Czyż spędzanie czasu z przyszłą małżonką w obecności świadków nie świadczy o szacunku, jaki należy się całej rodzinie? Szacunku, który najwidoczniej nie jest panience znany..
  Cały czas mówiąc, widział ukradkiem, jak hrabina i jej córka czerwienieją ze wstydu, jak hrabia Karamazow próbuje schować się w kącie, a Klara.. patrzyła na niego tak samo, jak wcześniej, choć dałby sobie rękę uciąć, że jej pierś coraz gwałtowniej unosiła się pod bawełnianą sukienką. Czyżby się zdenerwowała? Czyżby szybko ostudził jej zapędy?
- Proszę wybaczyć, nie mam wiedzy na temat prawdziwych mężczyzn, to były tylko moje wyobrażenia - jej głos zdradził mu wszystko. Była wstrząśnięta.
- Zatem po co te niepotrzebne i niegrzeczne komentarze? - uśmiechem próbował zbić ją z nóg.
- Czas na kolację, hrabio - do salonu wszedł kamerdyner, który idealnie wyczuł moment na tą nieśmiałą ingerencję.
- Hrabio, mam nadzieję, że zostaniesz i uraczysz nas swoją obecnością - hrabia Karamazow zaprosił go gestem ręki do jadalni.
- Z wielką chęcią. Pańska córka próbuje rzeczywiście prowadzić ciekawe i absurdalne rozmowy.
  Mimo, że zabrzmiało to wobec Klary jak zniewaga, postanowiła zostać razem z nimi. Przybrana matka wodziła za nią surowym wzrokiem, jakby chciała siłą przytrzymać ją w ich obecności. Andrei z ciekawością patrzył, jak Klara czuła porażkę pierwszej nieudanej próby zniechęcenia go wobec niej. Pamiętał dobrze wczorajsze słowa hrabiego o jej przykrym stosunku do jakichkolwiek mężczyzn, ale jaki był tego powód, musiał pozostawić to domysłom. Jednak nie lubił czekać na odpowiedź. Pragnął dowiedzieć się sam, jaki był powód jej zachowania i nastawienia. Wraz przyszła myśl o ich niedalekim małżeństwie, które przyniosło mu nadzieję na to, że z upływem czasu sam dojdzie do sedna intrygi panienki Klary Karamazow.
 *
  Po odejściu gościa, Klara była wściekła jak nigdy dotąd. Nawet kłótnia z ojcem i macochą nie ostudziły jej emocji. Była wstrząśnięta reakcją Bolkonskiego, jego opanowanym wyrazem twarzy, kiedy cedził słowa nauczki w jej kierunku. Żaden poprzedni kandydat, których na szczęście, jej ojciec odsyłał z kwitkiem, nie przebił się przez barierę jej zniewag. Jednak teraz po tym niezapomnianym spotkaniu z Bolkonskym czuła, że jest skończona. Lada moment stanie się jego żoną i będzie musiała wytrzymać obecność obcego mężczyzny w swoim życiu. Teraz pozostało jej tylko zniechęcić go do siebie w takim stopniu, by o niej zapomniał i zaczął ją ignorować. By nie ośmielił się nigdy jej dotknąć. Nigdy..

poniedziałek, 30 lipca 2018

~1~ część druga

- Słyszałam, że park należący do hrabiego Bolkonskiego liczy kilkanaście hektarów i należy do jednego z najpiękniejszych w odległości stu mil. Czy to prawda? - hrabina Karamazow uśmiechała się zadowolona, podziwiając surowego Andreia Bolkonskiego.
- Mam nadzieję, że będę mógł osobiście pokazać hrabinie piękno mojego dworu..
- Czy i konie pan posiada? - wtrąciła Klara, widocznie znudzona całą rozmową. Andrei spojrzał na nią zaciekawiony.
- Jest ich dość, a nawet więcej, niż panienka sobie wyobraża i sprowadzane są z samej Arabii.
  Pomruk zachwytu wyrwał się z piersi hrabiny i jej córki, tylko Klara patrzyła na Andreia z niedowierzaniem.
- Interesujesz się pani jazdą konną?
- Od dziecka - odrzekła dobitnie Klara.
  W chwili, gdy ujrzała hrabiego, jej przyszłego męża, poczuła gniew i wstyd. Mimo tylu rozmów z ojcem, usilnych błagań i wybuchów rozpaczy, miała zostać oddana temu nieznajomemu mężczyźnie, który oprócz tego, że wydawał się ponury i surowy, wyglądał jak bufon. Zapomniała, czy kiedykolwiek spodobał jej się jakiś mężczyzna, więc i tym razem, była krytyczna wobec hrabiego Bolkoskiego. Nigdy jak dotąd, nie pragnęła zostać w domu.
- Klaro, zaprowadź hrabiego nad staw, my w tym czasie..
- Z przykrością muszę stwierdzić, że z powodu nieprzyjemnych zdarzeń, moje spotkanie z księciem Razuchowem może zostać opóźnione. Pilnuję, by takie sprawy nie zostały odłożone.
- Ach, oczywiście, hrabio - odrzekł pan domu, ukrywając swoje zmartwienie.
- Proszę się nie przejmować. Wrócę za kilka dni, by ponownie spotkać się z pańską córką. Mam jednak nadzieję, że nie zaniedba swoich obowiązków wobec mnie - tu mężczyzna nie omieszkał nie spojrzeć się na Klarę, która patrzyła na niego beznamiętnym wzrokiem.
- Dopilnuję tego, hrabio, masz moje słowo.
  Kiedy uroczyście pożegnano gościa, ojciec przywołał Klarę do swojego gabinetu. Dziewczyna posłusznie za nim podążyła, choć dobrze wiedziała, jaka czekała ją rozmowa.
- Zachowałaś się ogromnie nieuprzejmie i bezczelnie wobec hrabiego Bolkonskiego. Musiałem go przepraszać kilka razy, tak było mi wstyd. Nawet nadal jest.
- Nie chcę za niego wychodzić.. tato..
- Klara, to postanowione. Musisz wyjść za mąż, inaczej zostaniesz całkowicie sama. Co stanie się z tym domem? Z moją panią żoną Kateriną, Julią Amelią? Nie mam syna, na którego mógłbym przepisać te włości.
- Wiem, tato, ale umiem sobie radzić.. Co więcej, dobrze wiesz, że pragnęłam zaadoptować syna, który by mi pomógł.
- Nie zmyślaj. Obce dziecko nie odziedziczy tego majątku, na który zarobiłem - hrabia dawno nie brzmiał tak surowo.
  Klara pozostała milcząca, wiedziała już, że nic tym nie wskóra. Została już tylko jedna opcja, ale nie mogła o niej powiedzieć ojcu.
- Dobrze, tato, ale nie miej pretensji, jeśli hrabia Bolkonsky się do mnie nie przekona.
- Postaraj się, by tak było. To naprawdę wyśmienita partia, o której połowa kobiet tego kraju mogłaby tylko śnić.
- Ty za niego nie wychodzisz..
  Mężczyzna zachichotał, choć Klarze było wcale nie do śmiechu. Wychodząc z gabinetu taty, już wyobrażała sobie, jak mogłaby ośmieszyć Andreia. Jeszcze jej nie znał. Ale pożałuje. Po drodze spotkała siostrę, która nigdy wcześniej nie ingerowała w życie Klary, jeśli nie było takiej potrzeby. Jednak zawsze starały sobie pomagać, mimo ogromnej różnicy w charakterach.
- Klara, ten Andrei jest przystojny. Gdybyś widziała jego oczy.. tak z bliska.
- Na szczęście, nie miałam takiej możliwości.
- Ech, nie bądź taka zatwardziała.
- Gdybyś była moją prawdziwą siostrą, z pewnością to ty byś chodziła z nim po parku. Jesteś starsza.
- Tak, ale nie jestem córką hrabi. W sumie, zazdroszczę ci.
- Julia, nie ma czego. Nie chciałam nigdy wychodzić za mąż..
- To z powodu przeszłości, tak?
  Przed oczami Klary zabłyszczał ogień, a nawet na chwilę poczuła jego niebezpieczne ciepło. Na szczęście, trwało to chwilę, dopóki nie otrząsnęła się z tego przykrego wspomnienia. Oprócz taty i hrabiny nikt nie znał do końca jej historii z dzieciństwa, a Julia Amelia dostała tylko pobieżnie informacje dla zaspokojenia jej ciekawości.
- Być może, nie wiem. Ale nigdy nie ciągnęło mnie do mężczyzn.
  Tak. To przez wydarzenia z przeszłości obiecała sobie, że w najgorszym przypadku, czyli w małżeństwie, nie pozwoli by kiedykolwiek jakiś mężczyzna jej dotknął. Nie liczył się tylko papa, który widział wtedy, jak długo cierpiała.
- Musisz się przekonać do Bolkonskiego. Mama opowiadała mi jeszcze wczoraj, że jest naprawdę szanowanym hrabią. Prowadzi kilka działalności, posiada wiele ziem, wiosek i pracowników. Spotkał się nawet z samym carem! O ile rzeczy chciałabym go zapytać.
- To pytaj. Możesz ty z nim iść na spacer..
- Nawet nie wiesz, jak bardzo się przy nim denerwowałam..
  Na gust Klary, Julia była zbyt emocjonalna i po chwili traciła rozum w jednym wielkim zachwycie. Niech myśli o nim. Może tata zdecyduje się ją wydać za mąż.
  W końcu udało jej się zamknąć w swojej komnacie i wyżyć złość, którą w sobie czuła. - Dlaczego mam wychodzić za obcego człowieka? Co jest złego w staropanieństwie? Do wieczora Klara siedziała przed oknem, nie mogąc nadziwić się, że świat był o wiele bardziej niesprawiedliwy niż sobie to wyobrażała.
*
  Późnym wieczorem hrabia Bolkonsky wrócił do swojej posiadłości, zmęczony i zaskoczony dzisiejszymi wydarzeniami. Przywitała go siostra Sara, która od kilku dni spędzała u niego chwilowe ferie. Było mu to nawet na rękę, gdyż Sara była świetną towarzyszką rozmowy i wiedział, że mógł powiedzieć jej wszystko. Zdążyła nawet zaparzyć późną herbatę, by od razu poczęstować brata czymś ciepłym. W końcu, po krótkich anegdotach dotyczących samego księcia, u którego Andrei był w celach politycznych i służbowych, Sara poruszyła temat Klary Karamazow.
- Dziewczyna jest przepiękna, ale jej zachowanie.. nie ma za krzty poczucia obowiązku, posłuszeństwa i godności. Jako jej mąż mam wiele do nadrobienia za ojca, ale nie chcę go winić. Nie miała matki, być może to wpłynęło na jej zachowanie.
- To nie oznacza, Andrei, że należy kogoś niegrzecznie traktować. Z tego, co mi opowiedziałeś, ta dziewczyna to niezłe utrapienie.
- Nie martw się, Saro. Szybko potrafię radzić sobie z nieposłuszeństwem.
  Poważna twarz Andreia zamigotała w blasku świecy i choć na chwilę jej brat wydał się Sarze człowiekiem, którego należało się bać, to uczucie trwało zbyt krótko, by zostało w pamięci. Kochała brata jak mało kogo i wiedziała, że był człowiekiem honorowym. Pragnęła jego szczęścia i nie mogła przestać dziwić się, że świat był zbyt niesprawiedliwy, jeśli chciano ożenić go z taką dziewczyną. Zasługiwał na coś więcej, na skarb.
- Idź spać, Saro - odezwał się w końcu po długim milczeniu.-Szykuje się wiele pracy.

niedziela, 29 lipca 2018

~1~ część pierwsza

  Na dziedzińcu dworu należącym do rodziny Karamazow powstał zgiełk. Odgłos rżących koni, stukot kopyt i okrzyki służących trwały dość długo, dopóki nie pojawił się hrabia ojciec. Pan Karamazow był człowiekiem z lekka podstarzałym lecz o przystojnej urodzie, nadal prężnym i zuchwale wyprostowanym. Choć na pierwszy rzut oka wzbudzał respekt, to przy bliższym poznaniu, wydawał się pospolitym i łagodnym hrabią, który należał do ludzi idealistów. Nawet do służby zwracał się z uszanowaniem i za to go w domu kochano.
  Kareta zatrzymała się tuż przed schodami, a kamerdyner dość zwinnie i lekko otworzył drzwiczki. Z powozu wyłonił się kolejny mężczyzna, specjalny gość, na widok którego hrabia Karamazow poczuł jakby właśnie wczoraj wrócił z wojny, a razem z nim jego najbliższy przyjaciel - hrabia Bolkonsky. Jednak osoba, która stanęła przed nim była tylko idealnym odwzorowaniem przyjaciela. Syn - hrabia Andrei Bolkonsky był niesamowicie podobny do swojego ojca. Tak samo dobrze zbudowany i wysoki, o twarzy kwadratowej i surowej i włosach ciemnych jak skrzydło kruka prezentował się dumnie i wzorowo. Sam hrabia Karamazow poczuł dumę na widok swojego przyszłego zięcia.
- Hrabio, pragnę powitać cię w skromnych progach domu Karamazow. Niebywale cieszymy się z twojego przyjazdu.
- Ja również - lekki ukłon głowy i cień uśmiechu sprawiły, że hrabia Karamazow na chwilę uwierzył, że stanął przed nim sam Michaił. Tylko te zielone oczy, przenikliwe i chłodne były jedyną cechą, którą młody mężczyzna musiał odziedziczyć po matce.
- Zapraszam do środka. Od razu pragnę was poznać z moją córką.
  Hrabia Bolkonsky ruszył posłusznie za mężczyzną, ani razu nie dając po sobie poznać swoich uczuć. Co prawda, przyjaciele jeszcze na wojnie z 1805 roku przyrzekli sobie, że poślubią swoje rody, by w ten sposób stać się na zawsze rodziną. Słowo pozostało, przysięga została zawarta, choć stary Michaił zaniemógł tuż po powrocie i nigdy nie doczekał się widoku synowej. Na szczęście, syn Andrei był na tyle honorowy i posłuszny woli ojca, że bez sprzeciwu zgodził się na ślub.
- Pragnę najpierw poznać cię z moją drugą żoną i przybraną córką.
- Z przyjemnością - odpowiedział pogodnie i pozwolił wprowadzić się do pokoju letniego, gdzie zazwyczaj zapraszano gości.
- Jakże nam miło zobaczyć samego syna hrabi Bolkonskiego - pierwsza wstała żona Karamazowa, grzecznie kłaniając się przed Andreiem. Mężczyzna nie pozostał dłużny i ucałował rękę kobiety, a później i jej córki.- Proszę poznać Julię Amelię, córkę z mojego pierwszego małżeństwa.
  Andrei przyjrzał się uważnie dziewczynie i uznał prędko, że urodziwa nie była. Miał nadzieję, że prawdziwa córka Karamazowa była o wiele ładniejsza. Szybko jednak wrócił na ziemię, by przypomnieć sobie o obietnicy danej ojcu. Z szacunku do niego poślubiłby nawet i Julię Amelię.
- Kochanie, mam nadzieję, że służące szykują Klarę na to spotkanie - zachichotał nerwowo pan domu.
  Z jego twarzy Andrei szybko wyczytał niepokój, a może nawet i strach. Zegar na ścianie tykał monotonnie, gdy przyniesiono herbatę i lekkie przekąski. To na chwilę odwróciło uwagę wszystkich od niepokojącej ciszy. Tylko Julia poruszyła się nerwowo i zwróciła do ojca.
- Wiedziałam, że tak będzie. Czy ona ma jakikolwiek honor?
  Choć te słowa nie uszły uwadze Andreia, mimo natychmiastowej reakcji ze strony hrabiny Karamazow, która poczęła uciszać córkę, postanowił nie pytać się o to. Był cierpliwy i spokojny. Musiał też zrozumieć dziewczynę, która z pewnością sama stresowała się ich spotkaniem.
- Mężu, proszę sprawdź, gdzie jest Klara.
  Gdy herbata zdążyła wystygnąć, a tematy dotyczące ojca Andreia, historii i polityki dawno się skończyły, pozostała tylko niepewność.
- Pokażę w tym czasie hrabiemu nasz ogród - powiedziała Julia, akceptując prośbę matki.
  Andrei podążył za dziewczyną, niebywale zaskoczony całą tą sytuacją. Czyżby ktoś robił sobie z niego żarty?
- Ona taka jest. Proszę wybaczyć, ale Klara to prawdziwe wyzwanie.
- Wyzwanie? - spróbował pociągnąć ten dziwny dla niego temat.
- Od młodości, odkąd ją pamiętam, sprawiała problemy ojcu. Zawsze próbowała umknąć wielu uroczystościom, nie przychodziła na czas, ignorowała gości... Nawet dzisiaj, kiedy powinna była uszanować wolę ojca.
"No to niezłe z niej ziółko, prawdziwie nieposłuszna". Andrei jednak wiedział, że z takimi sprawami należało obchodzić się krótko i starannie. Nie wyobrażał sobie żony, która nie miałaby do niego szacunku.
- Ijaaa!
   Julia Amelia zadrgała gwałtownie, kiedy oboje usłyszeli ten przerażający pisk. Tuż obok nich przebiegł rozpędzony koń, a na nim jeździec, choć Andrei nie zdążył się mu przyjrzeć.
- O nie..
- Coś się stało? - zapytał ostrożnie, widząc przerażoną i pobladłą twarz dziewczyny.
- To Klara.
  Mężczyzna nie spodziewał się tej odpowiedzi. Czyż hrabia Karamazow nie mówił, że jego przyszła narzeczona właśnie szykowała się na spotkanie z nim? Dlaczego teraz miała ścigać się na koniu? To było niedorzeczne dla Andreia Bolkonskiego. Julia Amelia popędziła za koniem, który prawie ich stratował. Z drugiej strony nadbiegł sam hrabia, dość żwawo i zwinnie jak na jego lata.
- Hrabio Andreiu, proszę mi przebaczyć. Klara nie poczuła powagi sytuacji i.. uciekła służącym. Tak mi wstyd za nią i pewnie palące hrabiego rozczarowanie.
- Proszę się nie przejmować - odparł pospiesznie młody mężczyzna, widząc ogromny żal, który palił starego hrabiego.- Dotrzymuję słowa danemu ojcu. Proszę też uwierzyć, że osobiście bardzo szybko radzę sobie z takim zachowaniem. To dla mnie nie problem.
  Hrabia Karamazow odetchnął głęboko i dał znak Julii Amelii, by podeszła razem z siostrą w ich stronę. Andrei i tu zauważył, że druga dziewczyna natrętnie odmawiała swojej przybranej siostrze. W końcu jednak uległa, czując, że nic tym nie osiągnie. Hrabia podszedł do dziewczyn, odesłał Julię do domu, a z drugą córką podszedł do Andreia. Klara okazała się być rzeczywiście o wiele ładniejsza od swojej starszej siostry. Choć włosy miała w nieładzie, ukształtowane przez wiatr, a oczy niespokojne i nieufne, to Andrei dojrzał w niej urokliwą kobietę o dworskich rysach, lecz także o niełatwym charakterze. Patrzyła na niego jakby obrażona, niepewna, nieufna, nie mógł odgadnąć. Z pewnością, nie była przyjaźnie do niego nastawiona. Andrei i ją, jak nakazywała etykieta, ucałował w lekko brudną dłoń, pachnącą koniem, ale nie przeszkadzało mu to.
- To moja córka - Klara Maria Karamazow. Klaro, pragnę ci przedstawić twojego przyszłego męża - hrabiego Andreia Bolkonskiego.
- Czy męża, to się jeszcze okaże. Karamazow zbladł, choć szybko się opanował.
- Klaro, rozmawialiśmy na ten temat. Zapraszam hrabię z powrotem do dworu. Po tych niezwykłych okolicznościach możemy omówić szczegóły.
- Jak najbardziej.
  Hrabia wydawał się szczęśliwy, w odróżnieniu od jego córki, która nie spuszczała Andreia z oka.
- Tato, obiecałeś.
- Tak, masz rację. Obiecałem hrabiemu Bolkonskiemu. A teraz śmigaj do domu, przebierz się i zejdź prędko na kolację. Ja w tym czasie porozmawiam z twoim przyszłym mężem.
  Andrei był pewny, widząc wstrząśniętą młodą kobietę, że przyszłe małżeństwo może okazać się dla niego trudne. Niezwykle trudne. Mimo tego, grzecznie podążył za starszym mężczyzną.